niedziela, 23 marca 2014

Rozdział 9

Rozdział dziewiąty nareszcie się pojawił. Zapraszam również do czytania mojego kolejnego opowiadania Zimowy Płomień. Mam nadzieje, że przypadnie Wam do gustu. 



— Czekolada czarna czy biała? — zapytałem Aleksa.
 Chcieliśmy dowiedzieć się czegoś więcej o sobie, dlatego od kilku dni, kiedy odprowadzał mnie na przystanek, zadawaliśmy sobie przeróżne pytania.
— Nie ma to dla mnie większego znaczenia, lubię każdą czekoladę — zaśmiał się. — A Ty?
— Chyba wolę białą, bo jest słodsza. Jednak też uwielbiam każdą, byleby nie miała orzechów.
— Okej, a jakie owoce lubisz najbardziej? — Tym razem była jego kolej.
— Głównie truskawki i banany.
— Ja za to kocham twarde i soczyste jabłka.
Zatrzymaliśmy się przy rozkładzie jazdy i z zadowoleniem zauważyłem, że mamy jeszcze kilka minut. Przyciągnąłem do siebie blondyna, przytulając go mocno.
— Lubie gdy taki jesteś — mruknął mi do ucha i stając na palcach pocałował mnie w szyje.
— Jaki? - spytałem obdarowując jego policzek krótkimi pocałunkami. 
On przymknął oczy i jęknął.
— Zaborczy — mruknął.
  W końcu połączyłem nasze wargi. Aleksander mimowolnie uchylił usta, bym mógł pogłębić pocałunek. Przyznam nieskromnie, że wychodziło nam to coraz lepiej. Praktyka jednak czyni mistrza...
   Oderwaliśmy się od siebie w chwili gdy autobus pojawił się na drodze. 
— Napiszę — powiedział mi do ucha i przejeżdżając dłonią po mojej ręce, zaczął się oddalać. 

  Zachichotałem cicho pod nosem i wsiadłem do pojazdu. Dochodziła już godzina dziewiętnasta, a miałem jeszcze się dzisiaj spotkać z chłopakami. Zaczęliśmy tworzyć naprawdę zgraną paczkę. 
  Wróciłem do domu, w którym na szczęście było cicho i spokojnie. Wziąłem szybki prysznic i zrobiłem sobie kanapki. Już nie czułem się w tym mieszkaniu jak w domu. Brakowało tej lekkie i miłej atmosfery. Było obco i przytłaczająco, przez co coraz mniej czasu tu spędzałem. Wolałem pozostawać do późna na dworze. W sumie wychodziło mi to na dobre.
  Rozczochrałem mokre włosy, by ułożyły się w jakiś zadowalający sposób i wyszedłem na dwór. Nadal było dość ciepło i słonecznie, dlatego z radością stawiałem kolejne kroki. Miałem w sobie jakąś naturalną lekkość, jakbym nic nie ważył. Nowe uczucie wsiąknęło w moją duszę, przejmując nad nią kontrole. Nie mogłem wytrzymać nawet dnia bez Aleksa, a wieczorna wymiana wiadomości również była konieczna. Korciło mnie żeby się z nim skontaktować, ale był pewnie teraz na treningu, dlatego czekałem na jego ruch. 
  Droga minęła mi szybko. Po piętnastu minutach byłem już przy ławkach. Na jednej z nich siedział  Mikołaj. Podaliśmy sobie dłonie i dosiadłem się do niego. 
— Jak tam młody? — spytał poprawiając swoje włosy. 
— Męcząco, ale nie narzekam. — Wyszczerzyłem się jak głupi, nic nie potrafiło zniszczyć mojego szczęścia.
— Ktoś tu się zakochał — Mikołaj zagwizdał przeciągle na palcach.
Zarumieniłem się lekko.
— Kto się zakochał i w kim? — spytał Jasiek, który zmierzał ku nam razem z Tomkiem. 
— Marcin — odparł lekko blondyn i zaśmiał się widząc moją minę.
— To opowiadaj mały. — Tomek podszedł do mnie i spojrzał wyczekująco. — Jak ma na imię? Ile ma lat? Ładna jakaś? A może ją znamy?
Zaśmiałem się w duchu i powiedziałem:
— Niczego się nie dowiecie, może kiedyś.
  Jeszcze przez chwilę męczyli mnie pytaniami, ale potem dali sobie spokój. Byłem im za to wdzięczny. Siedzieliśmy i śmialiśmy się głośno, gdy nagle dostałem wiadomość. Wyciągnąłem telefon z kieszeni i otworzyłem ją.

Od Aleksander: Może zostałbyś u mnie jutro na noc? Do piątku? Chciałbym spędzić z Tobą trochę więcej czasu... Zaplanowałem coś.

  Uśmiechnąłem się pod nosem i szybko odpisałem.

Do Aleksander: Oczywiście, jeśli tylko Twoi rodzice się zgodzą.

  Odciąłem się trochę od chłopaków, ale nie mieli mi tego za złe. Zobaczyłem jak Mikołaj patrzy na mnie ze zrozumieniem, co przyjąłem z niemałą ulgą. Nie chciałem więcej poruszać tego tematu.

Od Aleksander: Jest już traktowany jak domownik. Nie mogę się doczekać... 

  Nagle wszyscy dookoła mnie zamilkli, dlatego zdziwiony podniosłem głowę znad wyświetlacza. Cała trójka była zapatrzona, w zbliżającą się do nas grupkę groźnie wyglądających chłopaków. Kiedy byli dostatecznie blisko, z zaskoczeniem stwierdziłem, że jest z nimi Filip. Tomek podniósł się, stając twarzą w twarz z liderem paczki. Było ich tylko troje, ale i tak budowali wokół siebie niebezpieczną aurę. Pierwszy z nich, który ewidentnie kierował pozostałymi, wyglądał niepozornie, ale posiadał jakiś dziwny błysk w oku. Kiedy na mnie spojrzał, po moich plecach przebiegł dreszcz. Wydawał mi się być znajomy, ale nie potrafiłem go sobie z nikim skojarzyć. 
  Kolejny chłopak miał rude włosy i zawadiacki uśmiech. Stał zboku, również przybierając zamkniętą postawę. Wyglądał groźnie, ale moje spojrzenie było skupione na ostatniej osobie. Filip starał się omijać mnie wzrokiem.
— Czego tu chcecie? —- spytał spokojnie Tomek.
Chłopak westchnął ciężko i wyciągnął z kieszeni skórzanej kurki papierosa. Widocznie mu się nie spieszyło.
— Nie ekscytuj się. Chciałem tylko zaproponować Wam pewien układ — mówił wolno, jakby ważył słowa. 
—- Znowu chcecie zniszczyć życie jakiemuś dzieciakowi — warknął mój przyjaciel.
Przybysz zaśmiał się cicho.
— Nie niszczymy nikomu życia Tomaszu. Po prostu czyścimy miasto ze skazy...
— Dość. Żaden z nas nie przyłoży do tego ręki. Możecie iść. — Odwrócił się do nich plecami, patrząc po kolei po naszych twarzach. Byłem lekko wystraszony, a reszta patrzyła na Tomka z troską.
— Żebyście tylko nie żałowali... — Lider odwrócił się, a pozostali jak zaprogramowani zrobili to samo i po chwili zniknęli za rogiem. 
  Nadal byłem w szoku. W mojej głowie pojawiło się mnóstwo pytań, ale zadałem tylko jedno:
— Kto to był? 
  Przez chwilę wszyscy milczeli, aż w końcu odezwał się Mikołaj.
— Ma na imię Ksawier, wraz ze swoimi chorymi kumplami. Napadają na ludzi, biją, poniżają, czy grożą, kiedy tylko dana osoba odchodzi - według nich - od normy. 
— Muszą szykować coś większego, skoro szukają pomocy nawet w nas — wtrącił Jasiek.
— Nie zawracajcie sobie tym głowy — mruknął Tomek, ale każdy z nas wiedział, że to nie będzie możliwe. 

  Powróciliśmy do swobodnej rozmowy, ale w środku nadal czułem niepokój. Z tego zamieszania nie odpisałem Aleksowi, a zdałem sobie z tego sprawę dopiero wtedy, gdy ponownie spojrzałem na komórkę. Parę minut temu dostałem kolejnego SMSa.

Od Aleksander: Wszystko w porządku? Martwię się. 

  Mimowolnie się uśmiechnąłem. 

Do Aleksander: Nic się nie dzieje skarbie, jest dobrze. 

  Chciałem być już tylko w u siebie więc pożegnałem się z chłopakami i wolnym krokiem ruszyłem do domu. Chciałem się poczuć jakoś lepiej, dlatego wybrałem numer blondyna. 
— Hej — wymruczał do telefonu.
Przekląłem siebie w duchu. Było już bardzo późno, ale nie zdawałem sobie z tego sprawy, że mogę go obudzić.
— Przepraszam że Cie obudziłem. Nie wiedziałem która jest godzina...
— Nic się nie stało — mruknął znowu. — Takie pobudki są bardzo przyjemne. 

  Rozmawialiśmy przez całą moją drogę do domu i jeszcze długi czas po dotarciu do niego. Leżąc już w łóżku zasypiałem spokojnie z jego głosem przy uchu, czując się tak, jakby naprawdę był przy mnie. 

4 komentarze:

  1. Pierwsza! Kocham twoje opowiadanie! Szkoda tylko, że tak rzadko dodajesz rozdziały, ale rozumiem. Weny życzę! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nic dodać nic ująć :3 bardzo podoba mi się Twoje całe opowiadanie i mam nadzieję na więcej rozdziałów ^^ życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham to! Z każdym rozdziałem coraz bardziej! Cudowne i porażające w swojej doskonałości!

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam,
    coraz bardziej zaczyna się cos tworzyć między Aleksandrem, a Marcinem, niepokoi mnie tylko ta grupka i Filip w niej jest, może chcą coś zrobić Aleksandrowi...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń